Słowo (po) niedzieli

Słowo (po) niedzieli


Gdy obudziłem się dziś rano, przez chwilę zastanawiałem się gdzie jestem. Tak, jestem w domu. Jest cicho i bezpiecznie. Nic się nie dzieje. Zapach kawy unoszący się w powietrzu niczym na jednej z reklam utwierdził mnie w tym przekonaniu. Zaraz potem wróciły do mnie wspomnienia ostatnich dni.

Niespełna trzy doby temu siedziałem w jednej z kafejek na Kijowskim Majdanie i zastanawiałem się co dalej. Czterdzieści minut wcześniej świat obiegła informacja o zestrzeleniu pasażerskiego samolotu Malaysia Airlines. Za kilka godzin mam mój własny lot do Londynu. W głowie kotłowały mi się myśli. Olać Londyn? Jechać z powrotem? Przecież właśnie stamtąd wróciłem. Jeśli tak, to po co. Dokumentować na zimno ludzką tragedię, kadrować zabijając emocje, bo tak łatwiej pracować. Wiem, że tak będzie. Robiłem to wiele razy przez ostatnie pół roku. Zresztą wcześniej też, ale  nie  w takiej skali. Chyba jednak polecę do domu. Za kilka godzin będzie tam istny taniec kamer i mikrofonów na zbiorowej mogile prawie 300 niewinnych ludzi. Wiem, że to potrzebne, wiem, że tak być musi. Dzięki temu Kowalski przed telewizorem odbierze przekaz. Być może inny Nowak nawet zmusi się do refleksji nad „newsem”, a jeszcze inny Smith podniesie dupsko i pójdzie zapalić świeczkę pod ambasadą np. Holandii. Rano następnego dnia w porze lunchu zapychając się kanapką będę dyskutować jak wielkie to nieszczęście. Sterylnie, z bezpiecznej odległości w pachnącej świeżymi wypiekami kafejce. W tym samym czasie na wschodniej Ukrainie, ponad trzy tysiące kilometrów od Londynu Semen Semenczenko i jego podwładni z Batalionu Donbas będą analizować wydarzenia ostatnich godzin. Przygotują się do kolejnego rajdu na pozycje separatystów, aby kawałek po kawałku odzyskać własne terytorium. Po powrocie sprawdzą uzbrojenie, obsadzą wartę i będą wypatrywali snajperów. Potem kolejni wyjadą na patrol i jak szczęście dopisze, to wrócą w komplecie. Dzień jak dzień, jeden po drugim. Byleby walczyć i przeżyć – po prostu. Jutro też się obudzę i pomyślę o wschodzie, ukraińskich żołnierzach, dziennikarzach i fotoreporterach, którzy ryzykując życie i walcząc z ludzkimi emocjami będą relacjonować to, co dzieje się wcale nie tak daleko od waszego telewizora i wygodnej sofy.

Comments are closed.